Gadu gadu 2006-12-29 20:59:04 Jula ostatnio strasznie się rozgadała.
Uwielbia znowu (bo jżz to przerabialiśmy jakis czas temu)zrzucać siebie odzież.
Na pytanie "Julka, gdzie masz skarpety?"odpowiada z szelmowskim uśmiechem "Nigdzie".
Zdania są już zdecydowanie rozbudowane"Ja mamę kapu-kapu tą gogą"informuje towarzystwo po kąpieli.
Najlepsze jednak monologi wygłasza wieczorem w łóżeczku: "Lalu tać ja goła. Lala stoi i taci. O lala płacie, lala nie płać. Lalu boli? Co boli? Goga boli? Lalu bam? Nie pać, ja citam ci lalu. O Nodim ci citam. Pij lalu aaa. Piesiu oć, piesiu tu mas piciu, pij piesiu".
I jeszcze okrzyk wzywający rodzeństwo na śniadanie/obiad/kolację "Dzieci meniam meniam" Przepraszam wszystkich... 2006-12-26 22:27:07 ...którzy nie dostali ode mnie w tym roku świątecznych życzeń.
W planie była tradycyjna kartka w necie z dzieciakami w czerwieni, w mikołajowych czapkach. Niestety w planach był także remont kuchni i to on okazał się priorytetem. Nawet gdybym potrafiła robic takie cuda jak mój mąż w photoshopie i innych programach nie dałabym rady. W ostatnim tygodniu najwcześniej chodziłam spać o pół do drugiej (o czwartej też się zdarzało). Remontu nie skończyliśmy, ale udało się częściowo uruchomić kuchnię (bez zlewu, ale za to ze zmywarką, niepodłączony okap nadal jest w kartonie w centralnym miejscu pokoju i owinięty w czerwoną bibułkę udaje stolik pod choinkę.
Z moich osiągnięć kulinarnych ostatnich dni to mogę się pochwalić spalonymi dwoma blachami piernika i totalnie sknoconym nadzieniem do uszek, za to makowiec wyciągany z pieca o trzeciej rano już w Wigilię udał się wyjątkowo.
Było pięknie i nastrojowo, dzieciaki przeszczęśliwe, a dla nas szczęście patrzeć w te błyszczące radością oczy.
Po raz pierwszy Kuba czytał fragment Ewangelii o Bożym Narodzeniu...łza się w oku kręciła.
Mam nadzieję, że wszyscy, do których me życzenia nie dotarły nie gniewają się na mnie...byliście w moich myślach.
Mam nadzieję, że mieliście szczęśliwe i dobre Święta... Masa solna 2006-12-17 12:44:34 Normalnie mnie wzięło. Wczoraj ogladałam na straganach z rękodziełem anioły i aniołki. Zapragnęłam swoje własne i o 22:10 zaczęłam dłubać w soli, mace i wodzie. Wyszło mi aniołów sześć. Do późnej nocy buczał piekarnik, bo zaczęlam je suszyć.
Oczywiście dziś rano, jak dzieciaki zobaczyły zastęp aniołów też postanowiły pogrzebać w masie solnej i mamy teraz gwiazdki, serduszka, rybki na choinkę.
Teraz trzeba to wszystko solidnie wysuszyć a potem będzie malowanie.
Może jeszcze aniołów dorobię, bo strasznie mi się ta zabawa spodobała.
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie 2006-12-13 18:09:12 Tak wyglądała Majkowa najukochańsza, najwspanialsza, najlepsza na świecie, najpiekniejsza Ziuta.
 Ziuta zginęła 2006-12-13 11:45:33 Dramat straszliwy!!!
Ukochana szmaciana lalka Majki, która cały zeszły rok dzielnie chodziła z nią do przedszkola (w najmłodszej grupie przytulankę mozna było nosić codziennie) a w tym roku tylko w zabawkowy dzień piątkowy.
Najprawdopodobniej, gdy wracaliśmy w niedzielę wieczorem z parkingu Maja musiała ją gdzieś upuścić, było ciemno i nie zauważyliśmy.
W samochodzie nie ma, od znajomych Majka wychodziła zdecydowanie z Ziutą. Dom przeszukany. Jedyna nadzieja, że Julka gdzieś podprowadziła i wcisnęła.
Tymczasem łzy ocieram, pocieszam, pocieszam, choć samej mi smutno. Wiem, ile dla Majki znaczyła ta lala. Wyjątkowo uroczy egzemplarz to był. Jak nie urok... 2006-12-11 22:33:00 Zdawało mi się, że jestem siłą spokoju i większość spraw mam pod kontrolą (oprócz tego, czego kontrolować nie mogę).
Wszystko zaplanowane i poukładane: umyć, posprzatać, tu upiec, temu dokupic prezent, pojechać z miejsca A do miejsca B, dotrzeć tam punktualnie.
Do tego budować w sobie i w otoczeniu (pomimo wszystko) atmosferę zbliżających się Świąt.
Chyba się zapedziłam...
Mycie jednego okna z remontowego brudu zajęło mi tyle czasu ile przewidywałam na trzy okna.
Samochód, który miał mnie zawozić tam, gdzie na nogach niekoniecznie odmówił współpracy i nowiutki akumulator dwa razy zakręcił i to było wszystko.
Maja przywlokła z przedszkola wirusa zajmującego, który goni ją do toalety.
Na szczęscie znosi to dzielnie.
"Krok po kroczku idą Święta..." Święty Mikołaj przybył 2006-12-06 23:34:12 I to nawet nie raz. Pierwszy raz ciemną nocą. Ślady jego bytności znajdowały się w okolicach butów (na szczęscie nie próbował upychać książek w jesiennym obuwiu). Wzbudził oczywiście wielką radość i szykowanie do instytucji szkolno-przedszkolnych przebiegało zdecydowanie mało sprawnie.
Po ósmej rano pojawił się Święty Mikołaj w stroju biskupim w szkolnych progach i na lekcjach rozdawał słodycze. Smakołyki pozostawił też w przedszkolu. Pracowity gość, nie ma co. Ale mnie chyba nie lubi, albo nie byłam grzeczna, bo ja dziś dostałam w prezencie migrenę gigant. Ucichła dopiero niedawno po solidnej dawce prochów. Adwent 2006-12-03 20:31:07 Pamiętam z dzieciństwa, z czasów, gdy w sklepach tylko ocet, kalendarz adwentowy z Niemiec z czekoladkami ukrytymi pod ponumerowanymi okienkami, który ktoś przywiózł mi w prezencie.
Teraz w każdym sklepie wybór kalendarzy z czekoladkami jest ogromny, co z tego, skoro dzieciaki jeść czekolady nie mogą, bo mają uczulenie. Chciałam zrobić sama kalendarz, ale nie znalazłam tyle czasu i samozaparcia, aby wyprodukować kalendarz razy trzy a poza tym wymysleć, co powkładać w kieszonki i żeby to nie były słodycze.
Pomysł jest inny, na razie nie dotyczy Julianny, ale myslę, że jej to nie robi a być może stanie się tradycją rodzinną.
Nasz kalendarz adwentowy jest czytany: zaczeliśmy właśnie lekturę Tajemnicy Bożego Narodzenia Josteina Gaardera, codziennie opowieść na jeden dzień, skończymy w Wigilię.
Poza tym dziś zostały wyprodukowane dwa lampiony na roraty, są błyszczące tak jak wykonawcy i najbliższa okolica. Brokat jest wszędzie.
|