Czytelnictwo 2008-02-29 21:15:37 Zawsze w naszej rodzinie kwitło. O tym, że ja będę się uszami podpierać z niewyspania, bo do trzeciej czytałam wiedzą niektórzy. Jak nie ma telewizji, warunki ku lekturze mamy jeszcze lepsze. Kuba przejął tradycję, po zakończeniu przygody z Harrym Potterem i ogólnym buntem pt. "dlaczego, to już koniec i nic już dalej nie ma", wciągnęły go przygody Feliksa, Neta i Niki. Rano wstaje i czyta, wraca do szkoły i czyta (pewnie czytałby też w świetlicy, ale nie zgodziłam się na dokładanie książki do wystarczająco już ciężkiego tornistra), wraca ze szkoły i czyta i zagonić go do lekcji nie sposób. Jula nie traci okazji, żeby nie zapytać przymilnie : "mamusia, pocytas?" i tu następuje desant stosu, tak od pięciu do dziesięciu pozycji. Na topie od wielu miesięcy pozostają Kamyczki.Wieczorne czytanie jest świętością i aktualnie przerabiamy po raz kolejny przygody Pippi i po raz pierwszy (bardzo na czasie, z okazji zbliżających się Świąt Wielkiej Nocy) Świętego Mikołaja, co spadł z nieba.Majce, jak matka traci głos zwykle udaje się naciągnąć brata na jakąś bajkę...wtedy ja mogę na przykład oddać się literaturze sensacyjnej .Co niniejszym idę czynić ;-) Przedwiośnie, albo nie wiem co 2008-02-27 12:01:07 Jakoś ostatnio mniej mi fajnie, rzeczywistość ostro daje się we znaki. Taka banalna codzienność sprawia, że mniej we mnie radości, więcej sceptycyzmu. Mniej mam cierpliwości do mojego stadka, czasami mi za to naprawdę wstyd, bo jest głośno i słychać mnie bardzo mocno. Zresztą z Kubą mamy takie niezwykle ostre spięcia, jak rasowi cholerycy. Maja stosuje technikę zgranej płyty "ale ja chcę", jak się uprze to będzie to powtarzać do znudzenia na wszelkie argumenty, albo zamknie się i nie odezwie słowem. Do czasu kiedy Julianna jej nie przywali. Tak, tak agresorem i zwolenniczka rozwiązań siłowych jest najmłodsza blond dzieweczka. Mam nadzieję, że wreszcie zrobi się prawdziwie wiosennie, towarzystwo ostro przegoni sie w plenerze i trochę im pary ujdzie (mnie także).
I wespół w zespół 2008-02-18 22:23:01 Niepojawienie się Kuby w szkole okazało się sensacją dnia. Samopoczucie zaczęło mu siadać już wczoraj, w nocy do kompletu dołączyła sie gorączka i rano wylądowaliśmy u pani doktor, która zdiagnozowała anginę, stwierdziła, że ostatnia choroba wydarzyła mu się ponad dwa lata temu, zapisała antybiotyk i w zasadzie prawie wychodziliśmy, ale mnie coś tknęło i wspomniałam, że mnie gardło też pobolewa, ale w zasadzie tylko rano. Pani doktor posadziła mnie na krzesełku zajrzała w paszczę i nie zachwyciła się tym, co ujrzała. Efekt: taki sam antybiotyk, przykaz oszczędzania się, leżenia i konieczna kontrola za miesiąc, bo migdałków nie mam od lat wielu, ale za to mam coś zamiast, co pozwala mi mieć anginę. No i sobie z synem chorujemy wspólnie, czytamy- on więcej, ja mniej, bo obowiązki matki dzieciom nie pójdą sobie poleżeć... A Kuba nadal robi za najlepiej poinformowanego i odbiera telefony "co było zadane?" od niezorientowanych towarzyszy w chorobie (na szczęście bliskość instytucji oświatowej umożliwia udzielanie takich informacji).
Bez 2008-02-13 15:25:19 Póki co robimy zakłady, co jeszcze nam może się zepsuć... Po telewizorze współpracy odmówiła mikrofalówka, siadła karta grafiki w komputerze (w związku z czym dłuższe przebywanie przed monitorem skutkuje oczopląsem) i w dziwny sposób wygięło się oparcie od fotela komputerowego. W związku z powyższym blogowanie jest czynnością utrudnioną i szkodliwą dla zdrowia. Stan finansowy nie wskazuje na rychłe zmiany w parku maszynowym. Ferie ucznia klasy drugiej pozbawionego swojskich rozrywek telewizyjno-komputerowych poszły w kierunku literackim: zaliczony przedostatni tom przygód idola Harry'ego oraz 1/3 tomu ostatniego (jak się matka nie weźmie to pierwszy pozna finał). Poza tym zaobserwowano gwałtowny przypływ kreatywności i dużo lepsze wykorzystanie zabawek analogowych, co oznacza, że telewizor nieprędko wróci w nasze skromne progi.
|