Jak na wakacjach 2010-07-09 22:54:25 Przeprowadziliśmy się, na wsi mieszkamy... Ostatnie dni czerwca dały nam ostro do wiwatu, to była prawdziwa gonitwa z czasem. Do szeregu prac wykończeniowych, doszło organizowanie kartonów na ostania chwilę, bo obiecano mi odkładanie i potem zapomniano o obietnicy. Okazało się, że żeby zdobyć naprawdę dobre poręczne pudła trzeba mieć znajomości. Potem było jeszcze zakończenie roku szkolnego, gdzie wparowałam spóźniona, bo prosto od notariusza. Od samego wspominania dostaję zadyszki. Oczywiście nie udało się ze wszystkim zdążyć, łazienkę nadal mamy w wersji high prymityw, ale myć się można, kuchnia w wersji mocno okrojonej, ale obiad daję radę zrobić (bo po ostatnich tygodniach miałam już serdecznie dość lokalnej oferty gastronomicznej w styropianie). Kartony sa wszędzie i do lekkiej paniki doprowadzają mnie pytania np. o miejsce pobytu aktów urodzenia naszego licznego potomstwa, kabla do zrzucania zdjęć z aparatu, albo konkretnej bluzki. Oswajamy się z realiami życia na wsi, z szambem, własnym pojemnikiem na śmieci (i on ma nam starczyć na dwa tygodnie????), niskim ciśnieniem wody i przerwami w dostawach energii. Z okien widzimy las, taki prawdziwy duży las, ciągnący się wiele kilometrów. Od przedwczoraj mocno ten las eksplorujemy, bo na kilka dni zamieszkał z nami pewien Frodo, który z psim zapałem ambitnie planuje obsikać wszystkie okoliczne sosny. A w tym naszym najprawdziwszym lesie rosną sobie w dużych ilościach jagody i nie zważajac na komary zbieramy. Jest ambitny plan, że na pierogi, ale póki co starczyło do kisielu. Dzieciaki szczęśliwe pluszcza się w ogrodowym basenie i oblewają woda z węża, chodza spać nieprzyzwoicie późno, rano budzi nas słońce w twarz, bo nie dorobiliśmy się jeszcze żadnych zasłonek. Pięknie jest, salon i taras mamy od północy i nie narzekamy na upały. Przestałam się spieszyć...
|
|