Wagarowo 2011-04-07 23:24:20

Pierwszy dzień wiosny zwany dniem wagarowicza za nami. Wiosna jakby się mościła, choć wieje dziś tak, że strach się bać. Mam nadzieję, że nie zwieje z gniazda naszego wiejskiego bociana, który klika dni temu przybył w okolice remizy.
Szkoła dzieciaków ma chlubny zwyczaj podawania na stronie internetowej zastępstw na dzień następny.
Zajrzałam dziś, co jutro czeka piątą klasę i cóż zobaczyły me piękne, choć niewyspane oczy:
1 godz. lekcyjna - odwołane
2 godz. lekcyjna -odwołane
3 godz. lekcyjna - w.f. zastępstwo
4 godz. lekcyjna - zastępstwo
6 godz. lekcyjna - odwołane

A co ma piąta klasa na piątej lekcji? Muzykę :-))
Nie mam skłonności sadystycznych i nie będę zrywać dziecka bladym świtem, aby uczestniczył w jednej normalnej lekcji i potem czekał aż przybędę i odebrał jego i siostry.
Ogłosiłam wobec tego oficjalne wagary. Niech ma, a co dobra mama jestem (chociaż zupełnie nie dbam o rozwój fizyczny i umuzykalnienie).
No to pójdziemy na spacer a potem posłuchamy sobie Zaz.

Wiosna 2011-04-04 09:55:16

Weekend z ograniczonymi do minimum powinnościami. Za to z dużą ilością świeżego powietrza.
W sobotę dzieciaki opanowały kupę piachu przed domem, której cel jest iście nierozrywkowy, ale póki co korzystają. Czasy dostępności osiedlowej piaskownicy odeszły w przeszłość... nie tęsknimy.
Ja opanowałam zagonek truskawek i wypieliłam, delektowałam się też pączkami na drzewach, młodymi igłami modrzewia (moi wiosenni faworyci pod względem koloru i faktury), krokusami.
Zdecydowanie kwiecień jest obietnicą lepszej połowy roku, dłuższy dni, wszech panującej zieleni.
W niedzielę pojechaliśmy oglądać kamienie, takie mamy hobby. Na serio to kupujemy te kamienie za skandaliczną kasę (i tak okazyjną) i trzeba było zapoznać się i ocenić ich przydatność dla naszej posesji.
Od oglądania płynnym ruchem przemieściliśmy się w okolice Śnieżycowego Jaru, gdzie był już ten czas, co oznacza tłumy jak na Krupówkach w weekend majowy (nie byłam ale takie mam wyobrażenia).
Kwiecie piękne, możliwości kontemplacji niewielkie, ale małolaty spędziły czas goniąc się z kijami i łażąc po drzewach w przerwach na: wodę, biszkopta, bułkę, ciastko. Nie byliśmy zaopatrzeni tak kompleksowo jak co poniektórzy i kotletów oraz uszykowanych kanapeczek u nas nie uświadczysz (takie są prawa weekendu z ograniczonym stopniem powinności).
Przyjemnością dla wszystkich była możliwość pozostawania w stroju iście letnim, czyli koszulkach z krótkim rękawem. Dzieciaki mocno dopytywały o sandały a dziewczyny o letnie sukienki.
Skromny prowiant i kilometry w nogach sprawiły, że trzeba było wybrać się na "ciepły obiad".
Miejsce trafione w dziesiątkę jak zawsze, bo talerze zostały oczyszczone do ostatniego okruszka.
Okazało się też, że świat jest mały, a nasza metropolia to już w ogóle i wreszcie miałam okazję poznać Zimno. Niesamowita sprawa spojrzeć na dzieciaki i mieć wrażenie, że nagle zdjęcia zaczęły się poruszać i mówić. Mam nadzieję, że będą jeszcze bardziej sprzyjające okoliczności. Pozdrawiam ciepło!!!!
Uświadomiłam sobie, iż poprzednie przypadkowe spotkanie kogoś, czyje dzieci znałam już z netu i kto rozpoznał moje dzieci miało miejsce osiem lat temu.

Wczoraj wieczorem wszyscy jak jeden mąż padli spać a dziś rano nie było łatwo...
Jutro odeśpią, bo szkolni mają wolne z okazji egzaminu szóstoklasistów. Za rok Kuba będzie zdawał (!)
Szkoda, że piękna słoneczna wiosna zrobiła krok do tyłu...

Jak zawsze 2011-04-01 22:11:38

Spojrzenie na kalendarz wywołuje we mnie coś na kształt ataku paniki.
Na kartce, która zawiera kwiecień łapie się też początek maja. Patrzę i widzę: I Komunia Święta Julki za miesiąc od dziś... przygotowania duchowe idą swoim cotygodniowym rytmem. Przygotowania poza duchowe powoli: zaproszenia już są, jedno wysłane, reszta do rozdania na miejscu, alba po Majce u krawcowej, buty... nie mamy butów, nie ma Jula, nie ma Majka, nie mam ja...
Spojrzenie na tydzień wcześniej Wielkanoc, standard, gęsie wydmuszki zakupione rok temu i pozostawione same sobie gdzieś są, w garażu. Trzeba zacząć myć okna, bo ilość teraz bardzo konkretna. Kuchnia się robi, to znaczy mąż robi, jak zdąży do Świąt to będzie pieczenie i gotowanie.
Wcześniej wycieczka, w międzyczasie nowe zlecenie i kończenie starego.
Ogród, pewnie już trzeba coś siać i sadzić... Krokusy jednak postanowiły się pokazać i codziennie znajdujemy nowe. Na drzewach pączki, nie da się ukryć- wiosna przyszła.
Dziś wysprzątałam stajnie Augiasza numer jeden, czyli tak zwane podschodzie, gdzie w malowniczych rozsypujących się kartonach mieściły się buty. Posegregowałam, odkurzyłam, poukładałam. Jest lepiej! Znaczy, że można. Takich stajni mam jeszcze ze dwie.
Jak zawsze mam wrażenie, że się nie uda, nie zdążę, nie dam rady...
Chociaż zaczynam odpuszczać, bo jak ptaki rano tak cudnie śpiewają to od razu lepiej człowiek się czuje.
info: kliknij aby zobaczyc wieksze

autor: Becia
miasto: wieś pod lasem

Historie różne poprzeczne i podłużne o Dzieciakach- rozrabiakach: Kubie, Majce i Juliance.
dzieciaki:
»Kuba
ur. 1999-06-18

» Maja
ur. 2002-04-13

»Julianna
ur. 2005-01-10

kalendarium:
NdPnWtSrCzPtSo
 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30  
mój foto.dzieciak
Ta sama czapa
kategorie:

    linki: archiwum
    2025202420232022202120202019201820172016201520142013201220112010200920082007200620052004

    poczatek: 2004-08-18
    subskrybcja jeśli chcesz otrzymywać @ o nowych wpisach na tym blogu, wpisz swój adres e-mail poniżej: