Kuba działa 2009-01-29 13:12:15 Ostatnio zaczął mocno używać mój aparat (ma obiecane, gdy przyjdą lepsze czasy to go dostanie, wtedy ja sobie kupię coś nowego). A to efekt przedwczorajszych działań: autoportret z siostrami Anegdota 2009-01-26 11:04:22 Bywają takie opowieści, które rodzinie trwają i trwają, opowiadane przy różnych spotkaniach. Czasami gdzieś się po drodze zagubią, a czasami nagle się odnajdą. Ostatnimi czasy często bywamy w sali Duszpasterstwa Akademickiego i przypomniało mi się, jak to Julianna malutka była i była z nami w kościele na Maszy Św., no i jak to mały niemowlak ma w zwyczaju nie liczyła się z miejscem i zapełniła pampersa. Cóż było czynić, należało się uporać zanim woń się rozniesie po okolicy. Pora była konkretnie zimowa, więc trzeba było znaleźć jakieś miejsce, gdzie mi dziecko nie odmrozi tyłka. No i znalazłam: najbardziej pasującym mi sprzętem w charakterze przewijaka był fortepian (nie wiem dlaczego, ale z sali wyniesione były krzesła i stoły). W ten sposób mamy anegdotę o fortepianie. Ile razy widzę ten fortepian to zawsze mi się bardzo niemuzycznie kojarzy :-)
Bezsenność 2009-01-25 21:19:20 O dziwo po wielu dniach kiedy mogłam zasnąc w zasadzie w każdej chwili dnia, wczoraj mnie dopadło. Sama jestem sobie winna, bo po ponad miesięcznym odwyku od kawy (kawa tylko w gościach) i piciu herbat różnych gatunków i kolorów, zaserwowałam sobie kawę. Byli goście zaparzyłam cały dzbanek i tak sobie po małej filiżance nalewałam. No i w nocy dostałam do wiwatu:do czwartej przewracałm się z boku na bok, jak juz prawie zasnęłam zadzwonila mężowska komórka, bo miał dyżur. Wtedy zapaliłam światło i zaczęłam czytać, hehe Kinga dla uśpienia...efekt spodziewany, czyli brak efektu. Jak już zaczęłam zasypiać komórka zadzwoniła o raz drugi. Ostatecznie usnęłam po szóstej, po dwóch i pół godzinie snu byłam pólżywa. Dobrze, że dzieciaki miłosiernie w okolicach południa pozwoliły mi na drzemkę i dobrze, ze to była niedziela. Cóż wracam do zielonej herbaty, bezsenność mi nie służy.
Nie dajemy się 2009-01-23 22:17:46 Wokoło tylko słyszę o chorobach. W przedszkolu dziewczyn pomór, w środę odwołano obchody Dnia Babci i Dziadka we wszystkich grupach prócz Majkowej. Ale juz dzis w zerówce było podobno tylko 10 sztuk. W szkole też towarzystwo zdziesiątkowane, nie mieli nawet dziś tradycyjnego cotygodniowego dyktanda, bo było ich za mało. Grono pedagogiczne też zainfekowane i Kuba wracał wcześniej ze szkoły. O dziwo (tfu, tfu) trzymamy się nieźle- mam nadzieje, że tak pozostanie. Na pytanie, co ja takiego robię "że mi te dziecioki nie chorują", odpowiedziałam, że raz w tygodniu moczę w chlorze i obawiając się, że moja rozmówczyni w najbliższym czasie zanurzy swoje "dziecioki" w Domestosie, szybko sprostowałam, ze raz w tygodniu jeżdzą na basen, a ja mocno wierzę w bakteriobójczą moc chloru (i solidne wysuszenie głów). No więc zdrowia: Wam czytający i sobie...
Schowek 2009-01-20 23:24:15 Najpierw po Świętach zginęły dośc istotne elementy budowli Majki: miniaturowy grill oraz drzewko z serii Lego Creator. Nie mogły zostać strącone przypadkiem, gdyz najblizsze okolice ekspozycji zwiedziłam z perspektywy pudla, albo jamnika (zagladajac pod sofę). Włączenie odkurzacza groziło wciągnięciem zapodzianych elementów, więc zanim uruchomiłam sprzęt własnoręcznie przeskanowałam okoliczne powierzchnie płaskie. Pod pólką z zabawkami odnalazłam zguby. Odkurzanie odbyło się bezstresowo. Za jakiś czas w tym samym miejscu odnalazłam buteleczkę Majki z kolorowym piaskiem, której też poszukiwała. Wczoraj Kuba szukał komórki. Syn mój jest najbardziej roztargnioną osoba w okolicy to po pierwsze, po drugie komórka jest mu absolutnie niepotrzebna, ciagłe jej szukanie potwierdza to w 100% (ale skoro dostał od chrzestnej to niech ma). Kuba szuka telefonu i szuka, dzwoni na niego z mojego aparatu i nic cisza głucha, wyładowała się pewnie, bo z domu jej nie zabierał ostatnio.Czyli gdzieś musi być!!! Po jakimś czasie bezowocnych działań, wpadłam na pomysł zajrzenia pod słynną półkę. I co? No jasne była!!! Ponieważ wcześniejsze rozmowy na temat zabierania cudzej własności bez pytania nie przyniosły skutków, więc nie przyznaliśmy się, że kryjówka została odkryta. Julka znajdzie nową i strach się bać, co tam schowa a my nie będziemy wiedzieć, gdzie szukać. Jedno moje dziecko już mi kiedyś prawo jazdy schowało... Bardzo dobrze schowało, musiałam wyrabiać drugie...
Ogórek 2009-01-19 21:54:26 Szykowanie kolacji dla trzech zgłodniałych Pyrek o nieco odmiennych gustach wygladało tak: - Majka trzy skibki z serem żółtym wędzonym;
- Kuba dwie skibki z pasztetówką, pomidorem, ogórkim kiszonym i majonezem;
- Julka trzy skibki z pasztetówką i ogórkiem kiszonym.
Nakroiłam chleba, posmarowałam masłem, obłożyłam produktami głównymi i sięgnęłam do słoika z ogórkami. Sięgnęłam głębiej, zaplątałam się w chaszcze kopru i ząbki czosnku, podziabałam dalej, ale po ogorach zostało wspomnienie. Szybkie przetwarzanie danych nie wypadło pomyslnie dla konsumentów: był to ostatni słoik, który dostaliśmy "ze wsi", reszta to pycha octowe (pycha nie dla wszystkich). W czeluściach piwnicy mam ogórki własnej produkcji, ale jest jeden szkopuł...nie dam rady w żaden sposób do nich dotrzeć. Zaczęłam więc delikatnie: "Julka a może z pomidorem zamiast ogórka, bo skończyły się ogórki?" Jula: "Ja chcę z ogórkiem!!!"Ja (nadal pełen spokój i opanowanie): "Zobacz, skończyły się juz ogórki, może posmaruję ci ketchupem?"Jula (głośniej): "Ja chcę z ogórkiem!!!"Ja: "Ale skąd mam wziąć te ogórki? nie mamy już, wszystkie zjedzone."Jula (decybele rosną): "Ale ja chcę z ogórkiem!!!!!!"Ja: "No to może spróbuj z ogórkiem konserwowym, pycha jest."Jula: "Ja nie chcę, ja chcę z ogórkiem KISZOOOOOOONYM!!!!!!!". Dziwię się, że na tym etapie sąsiedzi w trosce o wieczorną ciszę nie wstapili ze słoikiem kiszonych ;-) Dziewczę upór ma solidny, po jeszcze kilkukrotnej wymianie zdań jak wyżej, skończyło się na tym, że jej kanapki zjadł Kuba (bez dodatków) a Julianna poszła spać na głodniaka. ...bo nie było ogórków... Spontan 2009-01-18 19:27:50 Gdy w naszym pyrlandzkim mieście spada śnieg to jest święto.
Gorzej, gdy prognozy zapowiadają szybką odwilż i na zimowe szaleństwa nie ma co
liczyć. Na wszelki wypadek w samochodowym bagażniku jeżdżą sanki i
po jednym kombinezonie dla każdego dziecka (umówmy się nie mam pomysłu, gdzie w
domu schować te trzy zimowe stroje używane nader rzadko). Dziś jechaliśmy na 11:00 na mszę świętą, było biało, ale
temperatura oscylowała w okolicach zera. Po mszy usłyszeliśmy, żebyśmy
poczekali, bo porzucamy się śnieżkami. Propozycja tym bardziej atrakcyjna, bo
pochodząca od prawdziwego Dominikanina. Fajnie się rzuca w biały habit :-).
Było wesoło, wyczyściliśmy z białego puchu całe klasztorne podwórko i zapewne
bardzo dobrze było nas słychać. I pomyśleć, że kilka dni wcześniej po wieczornej mszy św. jakaś bogobojna niewiasta
objechała dzieci, że biegają po śniegu na kościelnym dziedzińcu (tylko
biegały!!!). Wracając do domu zahaczyliśmy o górkę, były zjazdy, kolejne
śnieżkowe ataki i lepienie bałwana. Przyjechała nawet lokalna telewizja, w końcu
taki śnieg to jest news. Dokumentacji fotograficznej brak, bo przecież cała akcja
była spontaniczna a w torebusi, z która rano wyszłam nie było miejsca na sprzęt fotograficzny.
Nie wiem dlaczego nie mogę porzadnie sformatować tego wpisu, powstał na brudno w Wordzie i skopiowałam go tu, bo przez jakiś czas nie mogłam się zalogować. Musi jednak tak zostać. Jak próbuję coś poprawić to jest jeszcze gorzej.
Na bis 2009-01-14 13:36:09 Było wczoraj świętowanie w przedszkolu. Królowa Dnia. Z ukochaną Panią Anitką Z prezentem od dzieciaków z grupy (album z rysunkami) Gościówy z zerówki też były zaproszone ... Świeczki dotarły trochę później ale jeszcze się załapały na kawałek tortu :-))) Jak świętowac to świętować, w końcu cztery lata ma się tylko raz w życiu. Julka wiekiem dogoniła resztę grupy, ma tak jak wszyscy 4 lata. Tylko oni zaraz zaczną jej uciekać i zostawać pieciolatkami. 4-11-złoto 2009-01-11 00:00:34 Tak w największym skrócie wygladała nasza sobota. Po pierwsze Julianna świętowała swoje czwarte urodziny. Nie wiem, kiedy to zleciało... Córeczko, niech w Twoim życiu nigdy nie zabraknie powodów do radości, bądź szczęśliwa, niech otaczają Cię zawsze dobrzy ludzie, niech Cię cieszy odkrywanie świata. Jesteś naszą małą Iskiereczką i bardzo Cię kochamy!!! (Z racji naprężonego do granic mozliwości planu dnia, uroczyste obchody z tortem (produkowanym w środku nocy) odbyły się w niedzielę.) Po drugie stuknęło nam jedenaście lat od chwili, kiedy powiedzieliśmy sobie sakramentalne "tak". Tym razem nie pojechaliśmy świętować we dwoje (choć pojawiła się na chwilę taka pokusa), bowiem 10 stycznia odbywały się również zawody pływackie, w których startowała Majka. Radość z jej sukcesu jest tak wielka, że nie mogłabym sobie wybaczyć, gdyby nas przy tym nie było. Była waleczna i zdobyła swoje wymarzone złoto, weszła na podium i odebrała medal i nagrody (torbę sportową, plecak i zestaw plastyczny). Buziak cieszył się jej jeszcze przez sen. Na podium również Majkowa rywalka z poprzednich zawodów (i zarazem imienniczka), trzecia dziewczynka nie miała cierpliwości czekania na dekorację. "Za młodzi na sen, za starzy na grzech" 2009-01-08 15:25:38 Majka ze swoją przyjaciólką rano w szatni przebierają się w balowe stroje. Jedna za Arabkę, druga za Hinduskę. Hinduska rozglada się i stwierdza: "Wiesz ciocia, my to już jesteśmy za stare na księżniczki". Oklaski. Kurtyna.
Jutro bal 2009-01-07 18:37:25 Na szczęście ze strojami dla dziewczyn problemów nie mam. Wszak Majka ma o rok starsza kuzynkę, wspólne wakacje w Tunezji zaowocowały strojem arabskim. Julka jak prawdziwa kobieta zmienną jest i po kilkutygodniowym twierdzeniu, że bedzie baletnicą na balu, wczoraj zastrzeliła mnie rewelacją: "rozmawiałysmy z dziewczynami i zdecydowałysmy, że będziemy księżniczkami". Strój księżniczki trzeba było zorganizować naprędce i miał być odebrany za godzinę. Tymczasem ja zapowiedziałam próbe kostiumową i wyciągnęłam strój baletowy, który nie jest strojem po Majce i okazało się, że moja młodsza córka: "w zeszłym roku będzie księżniczką a w tym jednak baletnicą".Ufff ...(oby jej do rana nie przeszło, bo alarm księzniczkowy został odwołany a samochód odstawiony na parking). Z ranka niespodzianka 2009-01-05 22:12:30 Gdy za oknem temperatura zdecydowanie ponizej zera chciałoby się rano wskoczyc do wanny z ciepła wodą (hehe rano, kto ma na to czas?) Ja dzis rano zanurzyłam stopy w wodzie i cudem uniknęłam zderzenia z podłogą po efaktownym piruecie godnym mistrzów jazdy figurowej na lodzie. Woda byla ciepła, tylko dlaczego znajdowała sie na podłodze w kuchni i w łazience. Nad ranem pękł nam wężyk doprowadzający ciepłą wodę do kranu. Szczęście w nieszczęściu, że stało się to pewnie z godzinę przed pobudką a nie na przykład w Święta, kiedy długie godziny nikogo nie buyło w domu. Prócz bezcennych chwil spędzanych na zbieraniu wody ręcznikami i ratowaniu zalanego kartona z proszkiem do prania poniosłam kolejną stratę sprzętową: zalało moją całkiem nową wagę łazienkową i padła na amen, zalana w trupa. Obecnie po ponad 12 godzinach nadal nie mam ciepłej wody (nawet na podłodze), misja zakupienia wężyka nie zakończyła się sukcesem (pani w wiodącym markecie budowlanym beztrosko zaproponowała, że spisze nam z opakowania numer telefonu do producenta armatury). Moje ręce wykańczane przez AZS dostały jeszcze dawkę proszku do prania, gipsów i zimnej wody. Są teraz w stanie opłakanym...
Powód 2009-01-04 21:37:09 Rozmawiam przez telefon ze znajomymi, bo usiłuję zlokalizować nasze sanki ( z racji pogody nie uzywane w zeszłym sezonie). Tłumaczę im: "...bo właśnie zbieramy się na ognisko..."Na to koleżanka pyta mnie: "ale z jakiej okazji jedziecie?" Jak to z jakiej? Z okazji opadów śniegu, które w naszych rejonach są wielką rzadkością. Wykopałam kombinezony z piwnicy, o dziwo udało się kazdemu z mego licznego potomstwa dopasować w odpowiednim rozmiarze (no u Kuby hasło odpowiedni rozmiar jest nieco naciagane), zakupiliśmy wałówkę, zgarnęlismy szwagrostwo i w drogę. Super było!!! Jak widać nie przejeliśmy się BARDZO stanem zdrowia Julianny i stwierdzilismy, że najzdrowsze jest świeże powietrze ;-) leśne olejki eteryczne, inhalacja ogniskowym dymem i rumiane od szaleństw na mrozie policzki. Ale takie podejscie to się chyba dopiero osiąga przy trzecim dziecku... Z przytupem 2009-01-02 13:53:55 Plan na dziś przewidywał wizytę w świecie rozrywki filmowej i zaliczenie rozreklamowanego szeroko, często i gęsto "Madagaskaru 2". W ramach prezentu mikołajkowego dzieciaki dostały vouchery do kina, które odłożylismy na taką okazję. Plany sobie, życie sobie... Córka najmłodsza dba, aby nasza pani doktor miała jakąś ciągłość kontaktów z rodziną. W nocy rozkaszlała się, jak stara syrenka. Spać się nie dało w tych warunkach (pomijając fakt, że towarzystwo pada w okolicach 23). Z duszą na ramieniu pojechałyśmy do poradni. A ta dusza to z powodu obawy przed ewentualną kontrolą drogówki. Nie żebym popiła, wczoraj tak zamieszalismy z dokumentami od samochodów, że moje pojechały z Jarkiem do pracy. Na szczęście policja mnie nie wyśledziła, u pani doktor okazało się, że nie jest to ani angina, ani żadne inne zapalenie. Kuracja bez antybiotyku, ale rok zaczęłam od odwiedzin w aptece.
Sylwestrowo i Noworocznie 2009-01-01 21:56:50 Wersja pierwsza była taka: spędzamy Sylwestra z dzieciakami w domu. Zakupione zostało w tym celu: pieczywo czosnkowe na kolację i pewna ilość środków pirotechnicznych. 30 stycznia zaprosili nas znajomi (chwilowo bezdzietni), więc nastapiła szybka weryfikacja planów: dzieci zostają z babcią, my wcześniej odpalamy im co trzeba na placu zabaw, podajemy kolację i ruszamy na imprezę. Nic z zapowiedzianych atrakcji ich nie minęło, nikt ich nie zapędzał do łóżek i tak: Julka padła o 23:30 a starsze towarzystwo dotrwało do pokazu fajerwerków za oknem. A my? My robiliśmy to, co zwykle w takich okolicznościach: tańce, dobre jedzonko i popitka oraz pogaduchy. Zlądowaliśmy do domu przed piątą. Nasze dzieci wyrozumiale pozwoliły nam się wylegiwać do południa!!! Za co jestem im bardzo wdzięczna.
Nowy Rok, więc życzenia: niech Wam nigdy nie zabraknie powodów do radości!!!
|